Saturday, 18 July 2009

jutro wyjeżdżam, od jutra muszę zacząć czerpać energię z otoczenia, a nie ze swojego wnętrza, bo nie ma we mnie nic ( i nic nie jestem wart...), co mogłabym komukolwiek zaoferować.

jadę, żeby pić i tańczyć i nauczyć się lepiej grać przystosowaną do życia wśród ekstrawertyków, przyda się praktyka przed rokiem szkolnym

Wednesday, 15 July 2009

haine

nienawidzę się.

Mój świat niknie w nanosekundach, rozpływa mi się w rękach, gdy z trudem połykam dławiące wyrzuty sumienia, wyrzuty przeszłości o wiele bliższej mi niż chwila obecna, tak wyrazista, że aż mdła od rozsadzającej mnie nienawiści, wyrzuty niezmiennie będące zapowiedzią wewnętrznej apokalipsy. Zdaje mi się, że dziś już nieraz wypełniłam usta trucizną podaną mi na tacy wskutek ślepego zawierzania w łagodność i sprawiedliwość losu, zdaje się, że niejednokrotnie wrząca ciecz goryczy wypełniała mnie i rozpalała płynącą w żyłach krew, chcąc wyplenić resztki rozmnażającego się w biegu samozaparcia.

Thursday, 9 July 2009

.

noc pachniała niepokojem. w powietrzu unosił się swąd przedwczorajszych wspomnień. bladożółte ściany pulsowały echem tamtych dni. odległych o całe galaktyki potknięć, bezsensownych posunięć i mimowolnych odstępstw od dawno opracowanej taktyki 'przechodzenia przez życie z uśmiechem'...

czy teraz dusza ma prawo milczeć?
ugiąć się pod ciężarem duchów przeszłości?

'

Wednesday, 8 July 2009

złodziej nadziei, ponury świt

bezczynność jest moim najgorszym wrogiem, sama skazuję chyba swoją nadzieją na banicję.

muszę sobie zaaplikować poczucie obowiązku, demotywujący stres się mną karmi. cholera.



Ballada o lęku

Zbliża się do nas
lęk: ma twarz
ze śniegu zielonego jak fosfor lub kość
spróchniałego drzewa.
Wkłada nam do ust
dłoń i już
jemy ją wysysając jakby z sopla sok
idący do serca.
Daje nam swej pić
krwi i szpik
mózgu wyjeść musimy mu z czaszki aż dno
o zęby zazgrzyta.
Wiemy, że to jest
krew, co nie
przyjmie się w naszych żyłach, żeby mogły nią
do woli oddychać.
Wiemy, że to jest
szpik jak krew
trujący: po nim nasze trzewia będą w głos
zawodziły: zdrada!
Ale lęk jak ból
nie być już
nie może: nas bez niego nie ma i on
bez nas nie przeraża.

Tuesday, 7 July 2009

in pursuit of liberty

łapię oddech, próbuję nie dać się przygniatać.
szczypta optymizmu, une dose de sourir, c'est tout.

Thursday, 18 June 2009

,

włoskie dwa tygodnie, oby lepsze niż ubiegłoroczna Francja.

[wszystko zależy ode mnie?]

całuję.

Wednesday, 17 June 2009

w miarę jak wyjazd się zbliża, tym bardziej się boję, a raczej zachowuję się tak, jakbym próbowała za wszelką cenę stłumić ten narastający lęk... nie wiem, myśli nie otwierają mnie na nic, co mogłoby mnie wyzwolić. myślę, opisuję, wciąż podobne, szare uczucia.

uciekam od tych prawdziwych zmartwień rzygając, uciekam jedząc ponad miarę, wybieram łatwiejsze rozwiązanie-chorobę, złotą klatkę, która oprócz tego, że niszczy mnie psychicznie i fizycznie, to też daje mi niezastąpione poczucie bezpieczeństwa, to moja wymówka, mój ratunek, moja ostoja, małe piekło, piekiełko.