Thursday, 18 June 2009

,

włoskie dwa tygodnie, oby lepsze niż ubiegłoroczna Francja.

[wszystko zależy ode mnie?]

całuję.

Wednesday, 17 June 2009

w miarę jak wyjazd się zbliża, tym bardziej się boję, a raczej zachowuję się tak, jakbym próbowała za wszelką cenę stłumić ten narastający lęk... nie wiem, myśli nie otwierają mnie na nic, co mogłoby mnie wyzwolić. myślę, opisuję, wciąż podobne, szare uczucia.

uciekam od tych prawdziwych zmartwień rzygając, uciekam jedząc ponad miarę, wybieram łatwiejsze rozwiązanie-chorobę, złotą klatkę, która oprócz tego, że niszczy mnie psychicznie i fizycznie, to też daje mi niezastąpione poczucie bezpieczeństwa, to moja wymówka, mój ratunek, moja ostoja, małe piekło, piekiełko.

chwieje się

jestem zupełnie nierozeznana w sytuacji, błąkam się, chodzę na oślep, próbuję, ale moje próby samoistnie przekształcają się w porażki, tylko, ach, wszystko sobie afirmuję, nie ufam temu, co dzieje się we mnie, nie ufam myślom wirującym w mojej głowie.

lubię się karmić Waszym ciepłym szeptem, nic tak nie dodaje mi pewności, poczucia jakiejś przynależności jak parę słów, jesteście takie przepełnione ludzkim, najprawdziwszych ciepłem i uczuciem, ja się dopiero uczę, do sedna swoich pragnień chcę dojść wyzbywając się ich... mam nadzieję, że ten samodzielny sierpniowy wyjazd do Paryża to nie był błąd. Bo to był impuls. Moje najważniejsze decyzje to właśnie takie szybkie wybory, pod wpływem uczuć. Do samego miejsca i do tego, co Wy w nim widzicie. I ta myśl...że może ja też to dojrzę.

Sunday, 14 June 2009

na powieki słońce

Zamykają mi się oczy, ale musiałam. Brakowało mi takiego miejsca, może coś tu stworzę, może coś swojego, ostoję dla myśli.

tymczasem, dobranoc.