w miarę jak wyjazd się zbliża, tym bardziej się boję, a raczej zachowuję się tak, jakbym próbowała za wszelką cenę stłumić ten narastający lęk... nie wiem, myśli nie otwierają mnie na nic, co mogłoby mnie wyzwolić. myślę, opisuję, wciąż podobne, szare uczucia.
uciekam od tych prawdziwych zmartwień rzygając, uciekam jedząc ponad miarę, wybieram łatwiejsze rozwiązanie-chorobę, złotą klatkę, która oprócz tego, że niszczy mnie psychicznie i fizycznie, to też daje mi niezastąpione poczucie bezpieczeństwa, to moja wymówka, mój ratunek, moja ostoja, małe piekło, piekiełko.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

poradzisz sobie. szybko minie. spróbuj się jakoś odciąć od tego wszystkiego...
ReplyDeleteparyż <3
ReplyDelete